piątek, 2 stycznia 2015

Rozdział 7

Hej siostra. - przytulił ją.
- Cześć słodziak. - pocałowała go w policzek. Ktoś ma jeszcze zamiar przyjechać? Od razu niech powie. Poszłam do kuchni.
- Summi ! - zawołał mnie.
- Gotuję - odparłam już kończąc. Siostra, brat kogo on jeszcze ma?
- Jestem Gemma. - usłyszałam za moimi plecami
- Jestem Sunny - odwróciłam się do niej. -Macie jeszcze jakieś rodzeństwo? Jesteś bliźniaczką Louisa? Jeśli tak to wszystkiego najlepszego.
- Nie, Louis i Harry maja ta sama mamę.. a ja z Harrym tego samego ojca. - Zrobiłam wielkie oczy. Ja pierdole co za patologia. Ale przynajmniej mieli normalniejsza rodzinę niż ja.
- A Louis jest ojcem mojej siostry.
- Tak, wiem. Bo ja jestem jej mama. - uśmiechnęła się. Ponosi mnie. To się robi chore. Bardzo chore. Wymusiłam uśmiech i poszłam postawić talerze. Harry jest na mnie zły.
A ja jestem zła nie wiem ja kogo. Przeżyje że Maya ma ojca. Ale mamy tylko jedną mamę która się w grobie przewraca. Podczas obiadu nie odzywałam się na ten temat, bo Gemma wydawała się miła. Poza tym jadłam w kuchni. Czego on ode mnie wymaga? Że od razu będziemy przyjaciółkami ? Może będziemy. Na razie to szok.
- Otwórz usta. - usłyszałam jak ona poszła do łazienki.
- Nic nie chcę.
- Otwórz
- Nic nie chcę - powtórzyłam i zebrałam talerze. Uderzył w stół, a potem wyszedł. Dlaczego nic nie może dać mi do ręki? Nie jestem dzieckiem.
- Będę szła. Dziękuje za obiad. - Spojrzałam na dziewczynę po czym do niej podeszłam.
- Dziękuję.
- Za co?
- Za troskę.
- Zawsze. - pocałowała mnie w policzek i wyszła. Uśmiechnęłam się lekko i poszłam na górę. Na serio fajna jest. Z pokoju, w którym jeszcze nie byłam dobiegły dziwne odgłosy. Nie wiem czy chciałam tak wchodzić ale jestem ciekawska. Harry tłukł worek treningowy. Wiedziałam, że gdzieś musi mieć siłownię. Oparłam się o futrynę drzwi. Zły, obrażony. Standard pewnie ale fajnie popatrzeć jak twój seksowny chłopak trenuje.
Wiedziałam, że gdzieś musi mieć siłownię.  Uderzył z taką siłą, że worek razem z hakiem na którym wisiał wylądował pod ścianą. Uderzył z taką siła, że worek razem z hakiem na którym wisiał wylądował pod ścianą.
- Harry nie tak ostro - zagwizdałam mrużąc oczy. Usiadł na podłodze oddychając ciężko. Odepchnęłam się od drzwi i do niego podeszłam. Zaczęłam bawić się jego włosami. Uspokoił się, ale nadal na mnie nie patrzył.
- Z grymasem ci nie do twarzy - przejechałam paznokciem po jego karku i szyi.
- Wiesz.. ty nie powinnaś nic o tym mówić. - Powiedział cicho, a jego chrypka wyraźniejsza.
- O czym? - spytałam głupio.
- O grymaszeniu, fochach i " nie, bo gotuje obiad ". Długo jeszcze będziesz zachowywała się jak dzikus ?
- Mówiłam, że jestem nie taka jak trzeba - usiadłam za nim i rysowałam palcami po jego plecach. - A żeby czegoś nie zepsuć to tego unikam.
- Zrozum, ze.. nie może być tak, ze unikasz mojej rodziny. Okej. Z Louisem źle zaczęliście, ale się dogadacie.
- Może tak - odparłam cicho rysując wzorek. Przyciągnął mnie bliżej siebie. Siedzieliśmy w ciszy, która nie przeszkadzała.
- Kocham Cie. - Powiedział ledwo słyszalnie Przytuliłam się do jego pleców bardzo mocno.
- chcę być pewna kiedy ci odpowiem.
- Rozumiem.
- Ale bardzo mi zależy, abyśmy przetrwali. Harry?
- Tak?
- Gdybym była w ciąży...- zaczęłam. Jego ciało spięło się.
- Nie jestem kochanie. Chciałam po prostu wiedzieć co byś zrobił.
- Na pewno bym Cie nie zostawił.
- Dobrze. - pocałowałam jego szyję.
- Szczęśliwy bym nie był.
- Tak. To już wiem.
- Ty chyba tez.
- Nie wiem. To byłby szok, bo nie nadaję się na matkę ale chyba chciałabym, aby było mu najlepiej i żeby był dumny ze ma takich rodziców a nie innych. Nie widziałam go. 

- Chcesz wziąć ślub ?
- Nie wiem. Harry nie zadawaj mi takich pytań. Mam 22 lata, nałóg i wahania nastrojów.
- Nie mówię, że teraz.
- Wiem, że Pytasz ogólnie. A ja nie wiem bo co chwila może mi się zdanie zmieniać. A ty?
- Chce.
- Mówiłeś w kuchni, że nie.
- Nie teraz.
- Dobra.
- Jedno dziecko, pies.
- fajnie.
-Ty. - Pocałowałam jego policzek i zamknęłam oczy. Jest dobrze. Będzie lepiej.



~*~
W zasadzie na kolacje wszystko było gotowe. Harry był w pracy, bo musiał zostać ale powiedział ze będzie na czas. Nie było go. Przyjechała Anne a on nawet telefonu nie odbierał. Martwiłam się.


~Harry~


Wyplułem krew zastanawiając się ile razy jeszcze to zrobię. Pierdolone gnoje. Jutro będą martwi. Na szczęście nie zabrali dokumentów, kluczyków i telefonów. Tylko gotówkę. Nie pobili by mnie gdybym w ogóle myślał, że ktoś będzie chciał mnie napaść. Jeden i tak oberwał. Poszedłem do auta. Nie no nie pojadę. Louis po mnie przyjechał.
- Kto ci to zrobił?
- Nie ważne. Jedź, bo mnie matka zabije.
- Jadę a ty mów.
- Koledzy Summer.
- Napuściła ich? Wiedziałem.
- Nie - oparłem głowę o szybę. - Zemścili się, bo im nie pomaga.
- Jasne. Pewnie Cie okrada
- Nie okrada mnie dobra?! Wiem, że jej nie lubisz i vice versa.
- Nie lubię złodziei.
- Sam nim jesteś - spojrzałem na niego jak na kretyna i prychnąłem. Summer nawet nie ma jak mnie okraść. Nie ma karty.
- Ale ja nie kradnę, żeby ćpać.
- Nie ćpa. Za chwilę ci przypierdole stary, naprawdę.
- lepiej nie, bo wpierdol dostaniesz
- Przestań. Kocham ją. Ja ci się do związku z MOJĄ siostrą nie wtrącam.
- Gemma nie kradnie i nie ćpa - Nie odezwałem się już do końca Drogi. A jak wszedłem do domu to usłyszałem tylko tłuczone szkło.
- A ty co? Masz wojnę domową? - Louis spojrzał na mnie.
- Milcz. - Summer już wisiała mi na szyi.
- Nic ci nie jest? Jak to nic. Boże Harry co się stało? - dotknęła mojej wargi i siniaka.
- Twoi koledzy.
- Przepraszam. Jezu nie wiedziałam, że oni mogą..Przepraszam - pisnęła i zaprowadziła mnie do łazienki. Wszystko opatrzyła.
- to nie twoja wina.
- Moja. To przeze mnie. Gdybym w ogóle cię nie spotkała, nie miałbyś problemów. Przepraszam - ukucnęła i przytuliła się do mojej klatki, bo opierałem się o wannę. Pocałowałem ją w czoło.
- Twoja mama - szepnęła przypominając mi o gościu.
- Wiem. - wziąłem ją za rękę i poszliśmy do jadalni
- co ci się stało? - spytała kobieta


- Wszędzie bandyci.
- Musisz bardziej uważać Harry - powiedziała. Chyba nie miały dobrego początku bo Summer siedziała ze spuszczoną głową. Louis tez był, ale nic nie mówił.
- Mamo wiesz, że wezmę z nią ślub.
- Słucham? Nie kpij ze mnie - prychnęła. - Ona ma jakieś wykształcenie? Umie cokolwiek? Czy jest taka sama jak te wszystkie ladacznice?
- chcesz mnie odzyskać?
- Chcę, ale też chcę żebyś wreszcie ułożył sobie życie.
-Mam to zrobić z Summer.
- Pani mamo - odezwał się Louis. - Summer bardzo troszczy się o Harry'ego i myślę, że nie trafi na lepszą - chyba właśnie oboje zbieraliśmy szczęki z ziemi. Moja ukochana potrzebowała teraz wsparcia. Wziąłem ją na kolana
- Kocham cię -szepnęła mi do ucha. Chciałem ją pocałować ale nie mogłem. Przytuliła się do mnie.
- Harry udowodnij ze to coś trwałego. - powiedziała mama.
- Niby jak?
- Po prostu.
- Kocham ja. Nie chodzi mi o seks.
- Jezu - jęknął Louis. - Jest szczęśliwy? Jest. Zajebiście. Po co robić aferę? Że moja matka go oddała pani to jakoś się nie wkurwiał. 1:0. Mama wyglądała na kompletnie zbitą z tropu.
- Wybaczcie.
- Jak zobaczę wnuki to uwierzę.
- Nie chcemy mieć dzieci.
- Chcesz ułożyć z nią życie ?
- Tak.
- Więc musicie mieć dzieci.
- Dlaczego? Dzieci nie są konieczne. Louis ma trójkę. Nacieszysz się.
- Ty, weź się odczep.
- Dzieci Gemmy, a Twoje to różnica
- Ciesz się. Babcią jesteś. Wystarczy.
- Mi nie. Wiesz dlaczego
- Louis adoptuj jeszcze dwójkę.
- Harry weź zrób jedno i będzie spokój.
- Może za pięć lat - odpowiedziałem żeby był już spokój.
- Ile?!
- Ja na razie nie mogę mieć dzieci. To byłoby nie zdrowe - powiedziała cicho Sunny.
- Cii skarbie - szepnąłem. - Ona nie musi tego wiedzieć
- Musze się położyć -miała na dziś dosyć i poszła na górę. Dałem mamie pokój i poszedłem do niej.
Leżała już w piżamie przytulona do poduszki.
- Kicia - przytuliłem ją. Położyła dłoń na mojej która leżała na jej talii.
- Wszystko dobrze ?
- Tak Hazz. Jestem zmęczona.
- Też Cie kocham słonko. Najbardziej na całym świecie.
- Więc jestem najszczęśliwsza dziewczyną misiek. Bo mam ciebie.
- Będziemy musieli zrobić to dziecko bo nie da Ci spokoju. - westchnąłem.
- Nie teraz. Nie chcę i nie mogę - odwróciła się do mnie i wtuliła w moja szyję. - Harry naprawdę Przepraszam. Mogli ci zrobić coś gorszego.
- Nie mówię, że teraz. Nie twoja wina. Zemszczę się. Chciałbym jutro się z tobą kochać.
- Dobrze.
- Dobranoc kotek. Kocham Cie. - pocałowałem ją w policzek i poszedłem pod prysznic.



11 komentarzy: